Opis:

Beit Trójmiasto

Jesteśmy póki co niewielką, ale bardzo prężną i pełną zapału społecznością reprezentującą judaizm postępowy w Polsce północnej. Beit Trójmiasto jest niezależną gminą i częścią Związku Postępowych Gmin Żydowskich Beit Polska (będącego członkiem Światowej Unii dla Judaizmu Postępowego - WUPJ).

"Beit" oznacza po hebrajsku "dom"...
Jeśli jesteś Żydem/Żydówką, masz żydowskie korzenie, żydowskich przodków lub po prostu żydowską duszą, czy też interesujesz się judaizmem w jego postępowej wersji - Beit Trójmiasto to miejsce dla Ciebie! Skontaktuj się z nami przez Facebooka lub drogą mailową: kontakt@beit3miasto.pl, lub też telefonicznie: 58 526-53-61
_____________________________________________

We are a small but very energetic and full of enthusiasm community that represents Progressive Judaism in the Northern Poland. Beit Trojmiasto is an independent congregation and part of the Union of Progressive Jewish Congregations Beit Polska (associated with the World Union for Progressive Judaism - WUPJ).

"Beit" means "home" in Hebrew...
If you are a Jew, have Jewish roots, Jewish ancestors or just a Jewish soul, or if you are interested in Judaism in its progressive version - Beit Trojmiasto is a place for you! Contact us on Facebook or by e-mail: kontakt@beit3miasto.pl, or call us: (+48) 58 526-53-61 lub 
beit.3miasto@wp.pl

 

19 stycznia 2018 roku.

Już w najbliższy piątek 19stycznia spotykamy się w Beit Trojmisto żeby wspólnie świętować nadejście Szabatu. 
W sobotę o godzinie 11:00 odbędzie się Szachrit.
Zapraszamy wszystkich chętnych do wspólnego świętowania! Zachęcamy również do przenoszenia swoich ulubionych wegetariańskich potraw. Istnieje również możliwość wsparcia naszej kongregacji cedaką. 
W ten piątek szabat poprowadzi Iza Rachel Rifka Foremniak.
Serdecznie zapraszamy i czekamy na was!

12 stycznia 2018 roku.

Menachem Mirski - Idea przymierza (brit). Refleksja nad paraszą We’eira.

I rzekł Bóg do Mojżesza, i powiedział doń: Jam Wiekuisty! I objawiłem się Abrahamowi, Ic'hakowi i Jakóbowi jako Bóg wszechmogący, ale imieniem Mojem - Wiekuisty, nie dałem się poznać im. I ustanowiłem też przymierze Moje z nimi, abym im oddał ziemię Kanaan, ziemię pobytu ich, w której przebywali. Jam też usłyszał jęk synów Israela, których Micrejczycy ujarzmiają - i wspomniałem na przymierze Moje.
(Ex 6:2-5, tłum. I. Cylkow)

Bóg objawił się patriarchom, lecz imienia swojego – zapisywanego tetragramem יְהוָה – nie dał im poznać. Dlaczego tak się stało? Sugestię odpowiedzi, na którą wskazuje Raszi, mamy już w samym tekście hebrajskim Biblii, gdzie znajujemy czasownik ‘poznać’ nie w jego podstawowej, ani też w refleksyjnej formie הוֹדַעְתִּי (hodati), lecz w formie pasywnej – נוֹדַעְתִּי (nodati). A zatem Bóg nie tyle nie dał się poznać, na co wskazuje przekład Cylkowa, co nie został poznany przez patriarchów, jako יְהוָה (imię Boga, którego nie wymawiamy, zastępując je innym imieniem – Adonai). A stało się tak, jak powiada Raszi, ponieważ mimo, iż złożył im obietnice, nie wypełnił ich za ich życia.

Pewne światło na naturę brit – naszego przymierza z Bogiem (lub przynajmniej na pewien etap jego historycznego rozwoju) – rzuca też historia z poprzedniej paraszy: do aktywnego działania skłania Boga dopiero uciemiężenie oraz krzyk Izraelitów (Ex 3:9, a także w obecnej paraszy, Ex 6:5); mamy też całą dyskusję Mojżesza z Bogiem (Ex 4:1-9) dotyczącą kwestii co będzie trzeba uczynić, jeśli Izraelici nie rozpoznają i nie usłychają głosu Boga. Czy tak właśnie wygląda wzorcowa relacja narodu Izraela z Bogiem, będąca wypełnieniem zawartego z Nim przymierza?

Relacja taka może i nie jest wzorcową formą naszej relacji z Bogiem, jednakże mieści się ona w ramach rozumienia pojęcia przymierza – brit – fundamentalnej idei naszej religii. A daje się tę ideę streścić zasadniczo w czterech punktach: 1. Judaizm jest fundamentalnie związany z fizycznym istnieniem Żydów; 2. Tak długo, jak Żydzi istnieją, judaizm jest religią prawdziwą a jego fundamenty teologiczne nie mogą zostać obalone; 3. Przymierze stanowi obietnicę, iż naród żydowski przetrwa „do końca czasów”, jako świadek dla Boga jedynego; 4. Idea przymierza nie stanowi obietnicy, iż lud żydowski nie będzie cierpieć, ani też, że Żydzi jako jednostki nie będą ginąć.

W ostatnim, czwartym punkcie zawiera się cała burzliwość i dramatyzm tej relacji. Obietnica przetrwania jako świadków Boga jedynego dotyczy bowiem narodu/społeczności Żydów w ogólności, nie zaś wszystkich, poszczególnych jednostek. Prorocy, tacy jak Jeremiasz, Ezekiel czy Izajasz bardzo dobrze rozumieli jej charakter, często porównując ją np. do relacji pomiędzy mężem a żoną, jak również otwarcie prorokując, iż w wyniku bożych zrządzeń z całego Izraela przy życiu pozostanie jedynie „reszta”. Midrasz, nieco zuchwale, przedefiniował tę relację, czyniąc istnienie narodu Izraela ontologicznym warunkiem istnienia nie tylko przymierza, ale i samego Stwórcy – obie strony umowy muszą istnieć, aby można było mówić istnieniu Boga jako Boga:

Tyś jest naszym świadkiem, powiada Pan, a ja Jestem Bogiem (Iz 43,12) to znaczy, jeżeli jesteś Naszym świadkiem, jam jest Bogiem, a jeżeli nie jesteś Naszym świadkiem, to Ja nie jestem Bogiem. (Midrasz Tehillim 123:1)

Przymierze – brit – ma więc charakter wzajemny i symetryczny, i to stanowi jego najbardziej ogólną charakterystykę. O jego „jakości” decyduje natomiast wzajemne zaangażowanie obu związanych wzajemną umową stron. I to właśnie owo zaangażowanie – zarówno z naszej strony, jak i ze strony samego Boga – określa stopień jego wypełnienia.

Szabat szalom!

Menachem Mirskiyou.

29 grudnia 2017 roku.

Menachem Mirski – Refleksja nad paraszą Wajechi

[English below]

I błogosławił im w on dzień, mówiąc: "Tobą błogosławić będzie Israel w słowach: "Oby uczynił cię Bóg jako Efraima i jako Menaszę!" I przełożył Efraima nad Menaszę. (Gen 48:20, tłum. I. Cylkow)

יְשִֽׂמְךָ֣ אֱלֹהִ֔ים כְּאֶפְרַ֖יִם וְכִמְנַשֶּׁ֑ה

Je'simcha Elohim ke-Efraim we'chi-Menasze
Oby uczynił cię Bóg jako Efraima i jako Menaszę!

Tymi słowami błogosławimy naszych synów, w Szabat oraz podczas szczególnych okazji, jak jego brit mila (obrzezanie), ceremonia nadania imienia czy bar micwa. Zwyczaj ten wyraża wdzięczność wobec Boga wprowadza duchowość w nasze rodzinne życie, i wraz z uzupełniającym błogosławieństwem dla dziewcząt, wzmacnia więzi między nami a naszymi dziećmi. Czy nie jest jednak dziwnym, że w błogosławieństwie dla chłopców wyróżniamy Efraima i Menaszego zamiast patriarchów Abrahama, Izaaka i Jakuba, albo innych, wielkich przywódców biblijnych, takich jak Józef, Mojżesz, król Dawid czy król Salomon?

Przypomnijmy kontekst narodzenia się obu braci: urodzili się oni w Egipcie, a nadanie im owych imion miało dla Józefa znaczenie symboliczne – miało wyrażać fakt, iż Bóg pozwolił mu zapomnieć o domu ojca, jak też uczynił go płodnym w ziemi jego niedoli. Z pewnością nie chodzi tu o całkowite odcięcie się Józefa od jego korzeni, co jest ewidentne w narracji biblijnej. Z kontekstu całej opowieści można wyczytać, że celem, jaki postawił sobie Józef dla swoich potomków było przełamanie pewnego niezdrowego i przekazywanego w jego rodzinie z pokolenia na pokolenie, paradygmatu relacji między braćmi.

Najczęstszą odpowiedzią na powyższe pytanie - dlaczego błogosławimy naszych synów imionami synów Józefa - jest odpowiedź rabina Mordechaja Elona, który stwierdza, iż Efraim i Menashe są pierwszą parą biblijnych braci w Biblii, którzy nie rywalizują ze sobą ani nie walczą. Tym samym spełniają oni nadzieję swojego ojca i skutecznie wyzwalają się z owej "toksycznej karmy". Nie walczą o władzę, a dynamizm ich rodzinnej relacji nie wydaje się źródłem wielkich trudności w ich życiu. Błogosławiąc nasze dzieci, aby były jak Efraim i Menasze, chcemy obdarzyć nasze dzieci dziedzictwem pokoju i harmonii pomiędzy braćmi.

Inną interesującą interpretację tego błogosławieństwa przedstawił XIX-wieczny, izraelski rabbi Szmuel Hominer. Zauważa on, że Efraim i Menasze wzrastali w Egipcie, w przeciwieństwie do patriarchów, którzy wszyscy dorastali w Izraelu (nazywanym wówczas jeszcze Erec Kna'an). Efraim i Menasze zachowali swoją odrębną tożsamość jako Izraelici, mimo że żyli w miejscu, gdzie byli otoczeni przez (przytłaczających ich liczebnie) Egipcjan oraz ich bogów. Rabbi Hominer twierdzi, iż zdolność pozostania wiernym judaizmowi, nawet gdy oznacza to walkę, jest właśnie tym dziedzictwem, które chcemy przekazać naszym dzieciom. Dlatego błogosławimy je w ten właśnie sposób.

Tak więc, kiedy błogosławimy nasze dzieci tymi prostymi słowami, wyrażamy jeszcze jednocześnie co najmniej dwie idee, które są bardzo ważne w naszej tradycji, obecne w naszych codziennych modlitwach i wzajemnie powiązane: pragnienie jedności wszystkich Żydów oraz nadzieja, że nasi potomkowie pozostaną związani z naszą tradycją i będą przekazywać ją dalej, odnawiając tym samym hnaszą część przymierza z Bogiem.

Szabat szalom,

Menachem Mirski

 

https://polishjewsreviving.org/thoughts-on-parashah-vayechi/

25 grudnia 2017 roku.

Szczegółowe informacje
 Już w najbliższy piątek 29 grudnia spotykamy się w Beit Trojmisto żeby wspólnie świętować nadejście Szabatu. Zapraszamy wszystkich chętnych do wspólnego świętowania. Zachęcamy również do przynoszenia swoich ulubionych wegetariańskich potraw. Istnieje także możliwość wsparcia naszej kongregacji cedaką. 
W ten piątek szabat poprowadzi Piotr Menachem Mirski.
To będzie już ostatni szabat w 2017 roku!
Serdecznie zapraszamy i czekamy na was!

22 grudnia 2017 roku.

Refleksje nad Paraszą Wajigasz

W refleksji nad poprzednią paraszą przedstawiliśmy Józefa jako osobę wrażliwą, straumatyzowaną oraz targaną emocjami. W dzisiejszej refleksji skupimy się na drugiej stronie jego charakteru. Józefem, owszem, targają silne emocje, ale jednocześnie, jak dowiadujemy się z tej biblijnej opowieści, jest on człowiekiem opanowanym, racjonalnym i świadomie reżyseruje całą sytuację. Jest inżynierem uczuć, panuje nad nimi i je kreuje. Tego rodzaju umiejętności ludzie nabywają zwykle dopiero z czasem, dojrzewając, i to w rezultacie różnorakich, często gorzkich i bolesnych doświadczeń. Jednakże samo bycie doświadczonym nie wystarcza by być skutecznym reżyserem emocji i sytuacji międzyludzkich, oprócz opanowania i zamysłu potrzebna jest jeszcze pewność siebie. Tej pewności siebie często dostarcza społeczna pozycja. W naszej opowieści pozycję tę ma Józef. Jego bracia, pomimo iż starsi (wszyscy z wyjątkiem Benjamina) i także życiowo doświadczeni jej nie mają. Są słabi i zdesperowani, dlatego łatwo poddają jego manipulacjom i intrygom. Józef jest tutaj „twardym charakterem”

Powiedzieliśmy panu mojemu: “Nie może chłopiec opuścić ojca, bo gdyby go opuścił, ojciec by umarł”. Wtedy rzekłeś do swych sług: “Jeśli nie przyjdzie z wami wasz najmłodszy brat, nie pokazujcie mi się na oczy” (Gen 44:22-23)

Nie odstępuje od swoich żądań, nie obawia się tego o czym mówią jego bracia. Nie przejmuje się tym, co mówią o jego ojcu, który nie jest w rzeczywistości niczemu winien. Owa historia jest jedną pierwszych biblijnych matryc pokazujących nam to, co znamy z naszego doświadczenia: jak łatwo człowieka upokorzonego, przez los lub przez innych ludzi, upokorzyć jeszcze bardziej. Innymi słowy – upokorzenia się łatwo eskalują. Tutaj naprawdę otwiera się równia pochyła.

Tym co hamuje Józefa w jego działaniach jest jego miłość do jego braci. Gdy wyreżyserowany spór Józefa z braćmi sięga zenitu, Józef wydaje się być kimś bezwzględnym i pozbawionym uczuć. Gdy jednak sytuacja się rozwiązuje i dochodzi do pojednania, z ust Józefa pada istotne stwierdzenie:

Ale teraz nie smućcie się i nie wyrzucajcie sobie, żeście mnie sprzedali. Bo dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami. (Gen 45:5)

Tradycyjnie rzecz ujmując werset ten mówi o Bożej opatrzności. Jest w tym jednakże coś więcej – negatywny, zły czyn, wyrządzony Józefowi przez jego braci okazuje się być niezbędnym elementem boskiego planu. A jeśli jest tak rzeczywiście, to powstaje pytanie o bożą odpowiedzialność za zło i tradycyjne już pytanie teodycei, mianowicie: czy zło jest zawsze złem? Zasadniczo należy tę kwestię rozważać w odniesieniu do konkretnych sytuacji. Wówczas okazuje się, iż odpowiedź zależy od tego, czy wola tego, który ma pozycję i siłę znajduje swoją „przeciwwagę” w miłości, którą ten ktoś darzy świat oraz innych ludzi.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

15 grudnia 2017 roku.

Menachem Mirski – Refleksje nad paraszą Mikec

Wyobraź sobie, że masz 25 lat. Jesteś świeżo po studiach i na przykład uczysz się jak ugotować coś nowego, co nie jest spagetii. Masz jakiś niefortunny tatułaż i chodzisz w dzwonach... Albo wyobraź sobie siebie raz jeszcze, masz również 25 lat, lecz zamiast dzwonów nosisz lśniącą, miękką jaskrawo kolorową szatę. Idziesz wraz ze swoimi braćmi stąpając po gorących piaskach, przepełniony młodzieńczą butą i dumą. Życie jest piękne.

Lecz nagle jakieś ręce cię chwytają, paznokcie wbijają się w twoją skórę. Twoja szata zostaje z ciebie zdarta i jesteś nago wrzucony do dołu, rowu, przez swoich braci. Błagasz o pomoc, nie wiedząc czy będziesz żył, czy umrzesz. Być może przepełniony strachem wołasz ojca; może wzywasz samego Boga. Czy ktoś Ci odpowiada? W mgnieniu oka jesteś obdarty ze swojego życia; w mgnieniu oka uświadamiasz sobie, że wszystko co uważałeś święte, bezpieczne, było kłamstwem. Ciągle będąc w szoku zostajesz sprzedany jakimś obcym do nieznanego, nowego kraju, gdzie doświadczasz głębokiej samotności – nie masz rodziny, przyjaciół, nie znasz języka. Wyobraź sobie. Jak ciemno musiało być w lochu, w którym tkwił Józef? Jak wiele czteroliterowych słów musiał on wypowiedzieć na myśl o swoich braciach i okrucieństwie, które popełnili? Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie tę krew, ten pot i łzy, które musiał z siebie wyrzucić, by wydostać się z celi jako zdrowa, rozumna i normalnie funkcjonująca ludzka istota?

Józef jest jedną z najbardziej słynnych postaci z Tory, znany jako interpretator snów Faraona i najukochańszy syn Jakuba. Jego historia jest słynna po części przez wzgląd na jej tragiczny wymiar, jak też przez wzgląd na ostateczny triumf Józefa nad swoim nieszczęściem, osiągnięty dzięki bożej pomocy. Parasza na ten tydzień skupia się właśnie na tym łuku sprawiedliwości, pokazując wzrost Josepha, który stał się prawą ręką faraona i przybycie jego braci, którzy w końcu okazują skruchę. Tym, na co tegotygodniowa parasza rzuca światło, jest również kruchość i ludzkość Józefa. Oprócz jego roli w ratowaniu Egiptu od głodu, oprócz jego przetrwania, spotkania się z rodziną, widzimy w niej Józefa jako tego, kim jest on na najbardziej podstawowym poziomie: jako człowieka, który, jak wielu z nas, nosi w sobie sekretny ból gdziekolwiek się udaje. Ów ból śledzi go niczym jego cień i chociaż próbuje od niego uciec, jest ostatecznie zmuszony zmierzyć się z prawdą swojej przeszłości. Gdy to następuje, ból staje się tak przytłaczający, że Józef płacze.

Owszem, dowiadujemy się tej parashy także o niesamowitych sukcesach Józefa w jego służbie dla faraona. Jest bogaty, rzucony w wir egipskiego życia, je jak Egipcjanin, nosi egipskie ubrania i poślubia egipską kobietę. Nie jest jednak w stanie uciec od swojej traumy. Kiedy rodzi się jego pierwszy syn, tak bardzo zależy mu na zdystansowaniu się od bólu, iż nazywa swojego syna Menasze, „gdyż - dał mi zapomnieć Bóg wszystkie nieszczęścia moje i cały dom ojca mojego” (Gen 41:51) Oczywiście, gdyby Józef naprawdę zapomniał o domu swego ojca, nie musiałby tak nazywać swojego syna. W tym właśnie momencie, pomimo odkrytej na nowo mocy i łaski w oczach Boga, ból Józefa jest jak najbardziej widoczny.

Podobnie też, kiedy pojawiają się jego bracia, Józef stara się być Egipcjaninem, aby chronić swoją nową tożsamość, którą starannie zbudował dla siebie, zamiast wyciągać rękę przez pustkę zbudowaną przez czas, gniew i poczucie winy. Owi, z krwi i kości ludzie, nie stwarzają dla niego żadnego fizycznego czy ekonomicznego niebezpieczeństwa; mimo tego Józef chroni nowego siebie; poddaje ich kolejnym moralnym i emocjonalnym próbom, cały czas ukrywając przed nimi swoje łzy. Józef nie ma już 25 lat, ale nadal odczuwa ból, jaki odczuwał ów 25-letni mężczyzna. Jest obarczony ciężarem, który starał się ukryć.

Parasha kończy się nim opowieść dobiega końca. Zostajemy z braćmi Józefa, który kompletnie już skonfudowani nie wiedzą co mają uczynić: „Cóż mam powiedzieć panu naszemu? Cóż mówić i czem się usprawiedliwiać?” (Gen 44:16). Brak owego rozwiązania pozostawia nas z pytaniem: co teraz musi zrobić Józef, aby uzdrowić swój związek z braćmi, oraz z samym sobą?
A także co musimy my czynić, aby ciężary z przeszłości, które nosimy w sobie, nie nawiedzały ludzi, którymi się staliśmy?

Szabat szalom,

Menachem Mirski

-----------------------------------------------------------

Menachem Mirski – Thoughts on parashah Mikeitz.

Imagine yourself at 25. Just out of college, perhaps: learning how to cook something that isn’t spaghetti, maybe with an unfortunate tattoo or some bell bottoms… now imagine yourself again, at 25, but instead of bell bottoms you are wearing a lusciously soft and brightly colored robe. You are walking through warm sand with your brothers, full of youthful arrogance and pride. Your father loves you and your future is bright. Life is good.

But suddenly, hands grab you. Nails dig into your skin. Your robe is ripped from you, your skin is exposed and you are thrown into a pit by your brothers. You beg for help, unsure whether you will live or die. Maybe, in fear, you cry out for your father; maybe you call to God. Does anyone answer? In an instant, your life is torn from you: in an instant you realize that what you thought was sacred and safe was a lie. In shock, you are sold to strangers and taken to a new land where you come to know a profound loneliness without family, friends, or common language. Imagine. How dark was it in Joseph’s prison? How many four-letter words might he have used when he thought of his brothers and the atrocity they committed? Can you imagine the literal blood, sweat and tears that it cost him to emerge from his cell as a functional, coherent, sane human being?

Joseph is one of the most famous figures in the Torah, known as a dream-interpreter for Pharaoh and Jacob’s favored son. His story is well-known in part for its tragedy and in part for Joseph’s ultimate triumph over his misfortune with the help of the Divine. This week’s parashah focuses in on this arc of justice, showcasing Joseph’s rise to being Pharaoh’s right-hand man and the comeuppance of his brothers, who finally show remorse. What the parashah also sheds light on, though, is Joseph’s fragility and humanity. Past his role in rescuing Egypt from famine, past his survival and reunification with his family, we see Joseph in this parashah for who he is on the most basic level: a human being who, like many of us, carries a secret pain with him wherever he goes. This pain casts shadows through his entire world, and though he tries to run from it, when he is ultimately forced to face the truth of his past, it is so overwhelming that he weeps.

Yes, we read in this parashah about Joseph’s incredible successes in his work for Pharaoh. Now a rich man, he throws himself into Egyptian life, eating in the Egyptian style, wearing Egyptian clothes and marrying an Egyptian woman. But he cannot escape his trauma. When his first son is born, so eager is Joseph to distance himself from his pain that he names his son Menasseh, “for God caused me to forget completely my hardship and my father’s house.” (Gen 41:51) Obviously, though, if Joseph had truly forgotten his father’s house, he would have had no need to name his son this way. In this moment, despite his newfound power and favor in God’s eyes, Joseph’s pain is apparent.

Similarly, when his brothers appear, Joseph goes to great lengths to appear to be an Egyptian to them, to take on the security of the new identity he has carefully built for himself instead of reaching out across a void made wide by time, anger, and guilt. He is in no physical or economic danger from these men who are his flesh and blood, yet still his guard is up; he puts them through layers and layers of moral and emotional trials, all the while hiding his tears from them. Joseph is no longer 25, but he still feels the pain that that 25-year-old felt. He is weighed down by the burden he has been hiding from.

The parashah ends before the story resolves, and instead we are left with Joseph’s brothers, having twisted themselves into knots trying to appease him, crying out: “What shall we say to [you]? What shall we say, and how shall we exonerate ourselves?” (44:16). Without resolution, we are left with this haunting question—What, now, must Joseph do to heal his relationship with his brothers—and himself? And what, now, must we do so that the burdens we carry with us from the past do not haunt the people we have become?

Shabbat shalom,

 

Menachem Mirski